Deszcz
pada i dzwoni
o
szyby jesienią,
jak
odgłos muzyki
granej
przez Jankiela.
Pogłosy,
jęczenia
na
strunach cymbałów,
wielkimi
kroplami
niosą
szczęk kindżału.
Dźwięczące
akordy
zakłóca
zgrzytami,
tłukąc
się o rynny
brzęczy
janczarami.
I dudni o dachy
lekko,
głośno, cicho,
rozmywa
marzenia
niosąc
losu chichot.
Bębniąc w okiennice
łka,
rozpaczą trąca,
huczy,
stuka, szumem
spokój
ludziom zmąca.