czwartek, 22 października 2015

Deszcz




  






Deszcz pada i dzwoni

o szyby jesienią,

jak odgłos muzyki

granej przez Jankiela.



Pogłosy, jęczenia

na strunach cymbałów,

wielkimi kroplami

niosą szczęk kindżału.



Dźwięczące akordy

zakłóca zgrzytami,

tłukąc się o rynny

brzęczy janczarami.



 I dudni o dachy

lekko, głośno, cicho,

rozmywa marzenia

niosąc losu chichot.



Bębniąc w okiennice

łka, rozpaczą trąca,

huczy, stuka, szumem

spokój ludziom zmąca.

czwartek, 17 września 2015

Zbyt daleko

              
 
 
 
 
 
 
                                                              Jestem za daleko,
                                                              byś mógł dotknąć mojej
                                                              dłoni i powiedzieć dziękuję
                                                              za wszystko co zrobiłam,
                                                              by usłyszeć wołanie
                                                              cichym, zmęczonym głosem
                                                              w krystalicznym powietrzu
                                                              kołującym wśród komarów.

                                                              Jestem za daleko,
                                                              by mi podarować liście
                                                              mieniące się dźwiękami
                                                              rudej jesieni,
                                                              by cieszyć się jak zawsze
                                                              iskrą przekazywanej
                                                              otuchy i nadziei
                                                              na nadchodzący czas.

                                                              Jestem zbyt daleko,
                                                              by mnie odwiedzić nocą
                                                              skradając się cichutko do
                                                              krwawiącego serca,
                                                              aby zobaczyć jak dzielnie
                                                              walczę z przeciwnościami
                                                              tego, co mi los daje
                                                              każdego dnia.

                                                              Czas powoli się skraca,
                                                              czuję to duszą
                                                              błądzącą pośród gwiazd
                                                              w pokornej samotności,
                                                              jeszcze trochę poczekaj,
                                                              muszę dotrwać do końca
                                                              zarośniętej piołunem drogi
                                                              mojego życia.
            

sobota, 21 lutego 2015

Bez prawa do istnienia


Bez prawa do istnienia

 

siedzę w fotelu patrzę na  zegarek

cichutki tykot i drganie wskazówek

sekundy szybko   do celu zmierzają

przez Bramę Isztar do wielkiej krainy

 

świątyni życia  nie zawsze błogiego

co przed oczami jawi gobeliny

utkane chamstwem  symfonią  bluźnierstwa

w tłumie miernoty i draństwa podłego

 

To walka szczurów dominuje wszędzie

także w przyszłości do końca istnienia

kindżałem mroczny żniwiarz  pobrzękuje

lekceważeniem  zabije  każdego

 

Wysokie stołki  prawdą przemawiają

zamknięte usta  lojalnością mówią

kto się sprzeciwi przed oblicze kata

aż łeb odskoczy i przeciwnik skona.

 

 

 

czwartek, 22 stycznia 2015

ONA


             



        Ona

 

Mglista, utytłana w błocie

błądząca w mrokach przeszłości

tętniąca cudzą boleścią

jesienną głębią szumiąca

otwiera wieczną przepaść

splamioną klątwą zdradzieckiej

nienawiści do człowieka.

niedziela, 14 grudnia 2014

Koncert na jeziorze






Na jeziorze fale grają
tętniąc jak Fidiasza konie,
o brzegi się odbijają
rozczesując melancholię.

W rytm muzyki Vivaldiego
księżyc smykiem gra po niebie,
pięciolinią gwiazdy płyną
wiatr w ciemnościach je kolebie.

Węgorz grubą wstęgą wije
wplecioną miedzy szuwary,
pianissimo, mezzo piano
pomrukuje szczupak stary.

Ryba łuską pobrzękuje
niesie echo topielami,
muzyka sitowiem  leci,
słychać wtóry nad brzegami.